sobota, kwietnia 15, 2006
Znak życia 2 :]
tak, nie zostalem jeszcze pochlaniety przez birmanskie bezdroza, choc momentami niewiele brakowalo. powod milczenia byl trywialny - brak dostepu do sieci. birma to jednak nie kambodza, czy laos, gdzie internetu bylo w brod. bylem przez ostatni tydzien zakopany w gorach na polnocny-wschod od mandalay, gdzie trwa wlasnie zbior herbaty. mam super (jak mysle)zdjecia, ale nie wiem kiedy bede w stanie nadrobic zaleglosci w ich wrzucaniu. w kazdym razie teraz jestem juz w baganie, gdzie siec jest, choc w dosc niedorozwinietej postaci stojacych w kacie restauracji pod golym niebem, zakurzonych komputerow z wdzwanianym dostepem za 3 dolce za godzine. postaram sie cos wiecej naskrobac.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz