vientiane jest nudne. szczegolnie w niedziele. i niepiekne. szczegolnie gdy mokre. hotel troche jak blok. czwarte pietro bez windy. z widokiem na swiatynie, ale swiatynia tonie w smieciach. jak tylko sie rozpakowalismy, pojechalismy na bazar, ale ten z kolei tonal w blocie.poranna noodle soup tez nie taka jak trzeba. zabytki zamkniete albo zakurzone. nawet knajpki nad mekongiem bez sensu, bo mekong sie cofnal chyba ze 300 metrow od brzegu, w koncu jest pora sucha. choc akurat pada.

no nie podoba nam sie tu. i jeszcze kelnerzy probuja sie mylic na nasza niekorzysc. ale w stolicy to juz chyba taka tradycja.
a jutro, jak juz wyjdzie slonce, to moze sprobujemy sie dostac w jakies trudniejsze miejsce i chyba przez pare dni bedzie w blogu cicho.
zdjecia ilustrujace te beznadzieje musialem wrzucac z parodniowym opoznieniem, bo w vientiane oczywiscie zostawilem magiczny kabelek w pokoju. wiec jak widac wszystko ukladalo sie tam w jeden desen.
